Tagi

, , , , ,

DSCN0498.jpg

Ela

Mój pierwszy maraton przebiegłam bez żelu energetycznego. Wspomagałam się zwykłymi cukierkami – żelkami, czekoladą i bananami. Pamiętam, jak trochę problemów sprawiało mi odwijanie papierka, dawkowanie cukierka oraz to, że czekolada zaczynała się rozpuszczać – takie oto historie. Ale oczywiście te „energetyki” pomagały w przetrwaniu pierwszego maratonu.

Z żelami Squeezy po raz pierwszy miałam do czynienia w sierpniu podczas półmaratonu Wtórpol w Skarżysku Kamiennej, gdzie startowaliśmy z mężem w I Mistrzostwach Polski Par Małżeńskich. Wiem, wiem, powinnam przetestować żele na treningu, ale nie miałam już na to czasu, a życzliwy kolega poradził mi właśnie Squeezy jako żele, które organizm świetnie toleruje (są wolne od glutenu i laktozy). Kiedy wcześniej przeglądałam profil trasy w Internecie (cztery długie, ponad 1,5 km podbiegi), wiedziałam, że lekko nie będzie i choć moja życiówka w półmaratonie wynosi aktualnie 1:38, pomyślałam, że jeśli w dwóch godzinach się zmieszczę, to będzie dobrze.

Start był dosyć późno, bo aż o godz. 12, rano zjadłam więc lekkie śniadanie, a ok. godz. 11.20 spożyłam żel Squeezy Energy Gel. Smak mnie zaskoczył! Żel nie jest słodki i lepki jak inne, które miałam okazję niegdyś wypróbować, nie czuć w nim chemii. Smak cytrynowy przypadł mi do gustu. Zjadłam cały. Nie czułam potrzeby popijania go. Opakowanie – 33 g starcza akurat na jeden raz. Jedna saszetka to 85 kcal, i zawiera 21 g węglowodanów złożonych (maltodekstryna).

W trakcie biegu czułam się świetnie. Lekko. Trasa nie była łatwa, ale po raz pierwszy na zawodach biegło mi się „lajtowo”. Na 10 kilometrze łyknęłam żel po raz drugi. Było bardzo ciepło, chciało się pić, więc z premedytacją wzięłam go przed punktem z wodą. Czułam, że naprawdę dodał mi energii. Oczywiste jest, że byłam zmęczona, znużona trasą (były dwie pętle) i podbiegami, jednak na metę wpadłam z czasem 1:40:40!
DSCN0477.jpg
Żele Squeezy występują w różnych zarówno słodkich jak i słonych smakach. Najbardziej zasmakował mi cytrynowy, a są jeszcze bananowe, malinowe, brzoskwiniowo-pomarańczowe i pomidorowe. Ten ostatni ma najmniej węglowodanów: 21 g – świetnie nadaje się natomiast na maratony i dłuższe trasy, gdyż zawiera zwiększoną ilość soli (0,33 g), pozostałe zawierają ok. 0,04 g (zwykłe żele) lub 0,10 g (żele z kofeiną).

Saszetka otwiera się dość łatwo, nie trzeba „walczyć” z zakrętką, której tu po prostu nie ma. Należy oderwać górną część torebki. Opakowanie żelu idealnie dopasowane jest do mojej małej kieszonki w spodenkach. Nawet kiedy całego nie zjem, to mogę go tam schować bez obawy, że się rozleje.

Ostatnio wypróbowałam również napój energetyczny Squeezy Energy Drink – w puszce znajduje się 500 g proszku do rozpuszczania w wodzie. Gotowy napój 0.75 l zawiera 45 g węglowodanów. Ja testowałam smak pomarańczowy. Sprawdza się w trakcie treningu, gdyż dodaje sporo energii. Podoba mi się w nim to, że jako napój energetyczny nie zawiera kofeiny i tauryny, które razem mogą działać zbyt pobudzająco.

Ma w swoim składzie: maltodekstrynę, glukozę, fruktozę, sól, cytrynian potasu, cytrynian sodu oraz kwas cytrynowy.

Bardzo spodobał mi się produkt Squeezy Energy Bar. To batony energetyczne. Ich zaletą jest to, że są lekkostrawne i nie zalegają w żołądku. Ich „słodkość” oceniłabym na „w sam raz”. Można je spokojnie zjeść przed treningiem bez obawy, że nasze jelita to odczują.

Świetnie dodają energii. Baton waży 50 g, zawiera proteiny (2,6 g), węglowodany (38 g) i ma 175 kcal. Dostępne są również batony w wersji z kofeiną o smaku coli – Squeezy Energy Super Bar.

Uwielbiam wszelkiego rodzaju żelki, więc Squeezy Energy Fruit Gum to mój numer 1! Są wyśmienite: niezbyt słodkie, powoli się rozpuszczają, a co za tym idzie, przez długi czas uwalniają się węglowodany w jamie ustnej. Mnie to bardzo odpowiada. Ostatnio wzięłam żelka na 26 kilometrowe wybieganie, przez 7 km miałam go w ustach (jest wielkości 50 groszówki). Jedna paczuszka żelków to 50 g i zawiera 36 g węglowodanów.

Teraz na każdy trening: szybkościowy, siłę biegową, dłuższe wybieganie biorę ze sobą Squeezy: żel, żelki, napój.

Wszystkie produkty Squeezy nie zawierają glutenu i laktozy, ich wspólną cechą jest to, że nie są zbyt słodkie. Jednocześnie nie wyczuwam w nich chemii.
DSCN0495.jpg

Jarek

Wcześniej używałem żeli o dużej zawartości kofeiny. Były bardzo słodkie i za każdym razem podczas biegu trzeba było je przyjmować tuż przed punktem z wodą. Było to niekomfortowe, gdyż saszetki tych żeli miały zakrętki, czyli za każdym razem trzeba było się trochę natrudzić, żeby je odkręcić, a potem zakręcić. Uważam, że była to wada tego produktu. Poza tym saszetki były dosyć duże i nie mieściły się do kieszonki w spodenkach. Przed półmaratonem, który miał być pod koniec sierpnia, na treningu spróbowałem żeli Squeezy o smaku cytrynowym. Ze względu na to, że nie były słodkie, od razu przypadły mi do gustu. Nie odczułem jakiejś specjalnej różnicy w biegu i tak samo było podczas półmaratonu.

Później na treningu postanowiłem przetestować żel, który zawiera 100 mg kofeiny na 100 g. (dla porównania w jednej filiżance kawy rozpuszczalnej jest około 60 mg tej substancji). Warto pamiętać o tym, iż kofeina jest wchłaniana z przewodu pokarmowego i trafia do krwi po ok. 30-45 minutach po jej spożyciu, więc odpowiednio wcześnie przed treningiem należy wziąć żel. U mnie było jednak inaczej: zastrzyk energii poczułem prawie natychmiast i mimo że wcześniej miałem zamiar przerwać trening w połowie, to po przyjęciu żelu, poczułem się bardzo dobrze i dokończyłem trening w zakładanym tempie. A ostatni odcinek nawet szybciej niż wcześniejsze. Teraz bardzo chwalę sobie żele, a także świetne batony energetyczne, które bardzo dobrze zaspokajają głód i dają solidnego energetycznego „kopa”.
Produkty Squeezy bardzo nam pasują, jako forma odżywek energetycznych, zarówno na treningach jak i na zawodach.
DSCN0473