Tagi

, , ,

Biegamy razem, ale bardzo różnimy się w biegu. Uwielbiamy swoje towarzystwo i trudno nam jest trenować oddzielnie, ale mimo tego każde z nas lubi biegać innym tempem. Każdy ma swój sposób.

DSC08639Jarek:
Zazwyczaj zaczynam nasze truchtanie bardzo wolno. Muszę rozgrzać swój „silnik”, rozruszać mięśnie, ścięgna i co tam jeszcze można. Po pierwszym kilometrze ciało samo przyspiesza, co uwidacznia się na zegarku, bo następuje nagła zmiana parametrów. Biegnę coraz szybciej. Potem kiedy Ela zaczyna biec równomiernie, cały czas jednostajnym tempem, ja po pewnym czasie zaczynam zwalniać. Nie to, że słabnę, ale po prostu ten usypiający rytm biegu mnie nuży. Co więcej po pewnym czasie rzeczywiście słabnę i trudno jest mi już „włączyć” szybszy bieg.

Postanowiłem coś zmienić i zacząłem w pewnym momencie, przygotowując się do maratonu, biec raz wolniej, a raz szybciej. Podczas jednego wybiegania. Zmiana następowała co kilometr. Elę to męczyło, widziała w takim biegu same wady, a ja wręcz przeciwnie. Wyśmienicie odnalazłem się stosując taką metodę. Maraton w Poznaniu przebiegłem właśnie w taki sposób, po drodze mijając wielu mniej lub bardziej znanych mi biegaczy i znajomych, którzy zostali za mną.

Nie wiem dlaczego lubię tak biegać. Myślę, że to sprawa psychiki. Jak wiem, że po kilometrze szybkiego biegu za chwilę sobie „odpocznę”, czyli będę biegł wolniej kolejny kilometr, to dostaję skrzydeł i nie stresuję się tym, że muszę utrzymać cały czas wysokie tempo. Niektórzy mówią, że takim sposobem nie osiągnie się dobrych rezultatów, ale czy rzeczywiście mają rację. Jeff Galloway podaje przykłady osób, które nawet idąc przez kilkanaście sekund, co kilka kilometrów, pokonały dystans maratonu poniżej 3 godzin. Kto wie, może i mnie się to uda kiedyś :-). Skoro oni co jakiś czas maszerują, a ja tylko będę biegł…

W każdym razie bieganie zmiennym tempem pasuje mi bardzo.

Ela:

Dla mnie takie bieganie jest męczące. Wolę tempo równomierne. Kiedy biegnę wolno, moje ciało przyzwyczaja się do tego. Zwiększenie i zmniejszanie prędkości biegu dla mnie jest „szarpaniem”.

Kiedy przemierzam długie dystanse, początek biegu jest wolniejszy, jednak potem tempo dostosowuję do zamierzonego planu treningowego. Jeśli są to zawody, od razu biegnę szybko. Dla mnie zmienianie tempa biegu jest po prostu niewygodne. Biegnąc wolno nie mam ochoty zwiększać znacznie prędkości, wiedząc, że za parę kilometrów znów zwolnię. I odwrotnie.

I tak to z nami jest. Lubimy razem biegać, ale mamy na to całkiem odmienne sposoby. I kto tu zrozumie takie małżeństwo? 🙂

Więcej o zaletach i wadach biegania ze zmiennym tempem dowiecie się z artykułu Jarka zamieszczonym na portalu Trening Biegacza.