Tagi

, , , , , ,

Lubimy brać udział w zawodach nie po to, żeby bić nowe życiówki. Oczywiście jeśli mimochodem wyjdzie jakiś świetny czas to jest super. Jednak przede wszystkim chcemy startować w  biegach  nietypowych, klimatycznych, ekstremalnych i oczywiście w ciekawych miejscach.

Ela: Zawsze chciałam pobiec w zawodach tylko dla kobiet. Wiele słyszałam o niesamowitych emocjach, oraz atmosferze towarzyszącej takim biegom. To Jarek ,,wypatrzył” Bieg Kobiet Zawsze Pier(w)si w Gdyni.
Biegi Kobiet organizowane są w kilku miastach w Polsce, mają na celu zwrócenie uwagi kobiet na wykonywanie badań profilaktycznych, żeby uniknąć nowotworów piersi. Chciałam uczestniczyć w tym wydarzeniu.
Kilka tygodni wcześniej  zapisując się na ten bieg, od razu umówiłam się na USG piersi  🙂

Zdecydowałam się pobiec w tym biegu w sumie na ostatnią chwilę, gdyż do końca nie wiedzieliśmy, gdzie w tym roku będziemy spędzać weekend majowy. Gdy okazało się, że jednak nad morzem, wpisowe na bieg zostało opłacone, miejscówka noclegowa w Gdańsku „zaklepana”.

W dzień biegu, kiedy pojawiliśmy się na dworcu głównym w Gdańsku, , żeby dojechać stamtąd do Gdyni ujrzeliśmy sporo kobiet w biegowych butach, legginsach, ubranych po prostu „na biegowo”. Od razu można było rozpoznać „stare wyjadaczki” tego biegu (organizowany jest bowiem już po raz trzeci), oraz te, które startują po raz pierwszy. Właśnie z jedną z nich się zapoznaliśmy jeszcze przed wejściem do pociągu. Okazała się nią Ewa, która pochodzi aż z Jeleniej Góry. Porozmawiałyśmy trochę, jak to babki – o ciuchach biegowych i o tym jak się biega po ścieżkach Gdańska.

Na miejsce przybyliśmy w momencie, gdy miasteczko kobiet już „grało” w najlepsze: energiczna muzyka i głos konferansjera dochodzący ze sceny, mnóstwo zawodniczek w różowych koszulkach z napisem „Zawsze pier(w)si”, sporo fotografów uwieczniających to wydarzenie. Znajdowało się tu również kilka stoisk, gdzie można było określić parametry ciała, dobrać biustonosz sportowy, czy zapisać się na fit-wczasy.
Pogoda dopisała: świeciło słońce, morze szumiało, było chłodno, wiała lekka bryza.

Atmosfera takiego biegu jest niesamowita. Czuć było radość i pozytywną energię. Kobiety lubią się integrować, a ja miałam wrażenia jakbyśmy się wszystkie znały. W kolejce do toy toya gadałyśmy o… kolorach skarpet kompresyjnych ;-).
Kiedy startuję w zwykłym biegu, to nawet, gdy jako pierwsza kobieta wpadam na metę, to przede mną jest wielu innych mężczyzn. Tu miało być inaczej. I rzeczywiście tak było.

fot. Bieg Kobiet Zawsze Pier(w)si

Po wystartowaniu od razu byłam w czołówce. Dziewczyny ruszyły mocno. Trzymałam się za nimi, a mimo to tempo było bardzo szybkie na pierwszym kilometrze. Starałam się biec spokojnie, a potem progresywnie wyprzedzałam kolejne rywalki, by już na drugim kilometrze być w pierwszej czwórce. Ciekawa byłam tego biegu. Na treningach głównie skupiamy się na ćwiczeniu siły. Po np. 15 kilometrowym biegu tempowym po crossie, lecimy jeszcze na schodki i tam się dobijamy. I tak 2 razy w tygodniu. Trenujemy również agresywne zbiegi i podejścia na kilkusetmetrowej pętli. I tak robimy kilkanaście ,,kółek” mając już w nogach kilka kilometrów ,,wykręconych” wcześniej. Nogi rzeczywiście są obolałe. Nawet na rozruchu dzień przed zawodami oprócz pobiegania jeszcze zrobiliśmy skoczki, skipy i ćwiczenia na koordynację ruchową. Nie oszczędzamy się, ale siła musi być. Naszym priorytetem jest start w czerwcowym Biegu Rzeźnika w Bieszczadach. Chcemy zmieścić się w limicie czasu na mecie (ok. 84 km), aby móc pobiec jeszcze Hardcore’a, czyli ponad 100 km. Nie ma więc szybkości i wytrzymałości tempowej na zadowalającym poziomie. Jednak nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. To był dopiero mój drugi start w tym roku. Byłam naładowana energią i głodna biegu w zawodach. Poza tym kibice sprawiali, że zapominało się o zmęczeniu.

fot. Aga Pilecka

Po raz pierwszy biegłam po tak płaskiej trasie. Wiodła brzegiem morza. Na Suunto średnia przewyższeń wyszła -1 :-). Niesamowite! Po biegu nie czułam bólu ,,czwórek”, czy też ,,dwójek”. Płaściutko jak na bieżni stadionowej.

Na drugim kilometrze dołączył do mnie Jarek. Motywował i próbował zachęcać do pościgu za uciekającymi dziewczynami. Na mecie pierwszej pętli jeszcze się uśmiecham. Potem na chwilę Jarek mnie zostawił i dołączył na 3 kilometrze. Już do końca biegł ze mną, a ja trochę słabłam. Tempo spadło. Ostatni kilometr dzięki Jarkowi znów był szybki. Wbiegliśmy na metę trzymając się za ręce ;-).

Muszę tu koniecznie napisać o wielkiej roli Jarka. Dzięki niemu wszystko na tym biegu odbyło się jak trzeba. Jarek poukładał wszystko logistycznie tak, żebym była gotowa na bieg. Razem ze mną się rozgrzewał, dostarczał wodę, pilnował czasu, motywował, pytał jak się czuję. No a mnie pozostało już tylko biec. Czułam się świetnie :-).

Czas 21:34 był gorszy od mojej życiówki o minutę i 16 s. Byłam czwarta w open, a pierwsza w swojej kategorii wiekowej. Nogi jeszcze nie kręcą tak jak powinny, ale ja bardzo się cieszę z tego wyniku. W ogóle bieg w czołówce i start wśród samych kobiet to było coś niesamowitego. Taki sprinterski bieg przed ultramaratonem w górach był mi potrzebny. Może za rok tu wrócę, by powalczyć o coś więcej? Kto wie…? :-).
Bardzo mi się podobała organizacja biegu, nagrody super. Świetnie było poznać Marzenę – Kobietę w Biegu – inicjatorkę i organizatorkę całego zamieszania :-).